Insygnia miejskie

Herb miasta Złotowa

Herb Gminy Miasto Złotów

Herb Gminy Miasto Złotów został formalnie określony w Uchwale Nr VI/34/03 Rady Miejskiej w Złotowie z dnia 27 lutego 2003 roku w sprawie uchwalenia Statutu Gminy Miasto Złotów, która została opublikowana w Dzienniku Urzędowym Województwa Wielkopolskiego nr 50, poz. 961 z dnia 28 marca 2003 roku. Opis herbu zawarto w §2 ust. 4.:

„Herb gminy jest wizerunkiem jelenia o muskularnej sylwetce, kasztanowo-czerwonego z porożem w kolorze złotym, kroczącego z prawa na lewo po zielonej trawie, pomiędzy zielonymi drzewami iglastymi i liściastymi w błękitnym polu”.

Natomiast flagę Gminy Miasto Złotów określa §2 ust. 5.:Flaga Gminy Miasto Złotów

„Barwami gminy są kolory biały i czerwony, które stanowią flagę miejską w postaci dwóch trójkątów prostokątnych o równej powierzchni, połączonych wzdłuż przeciwprostokątnej, z herbem miasta w środku flagi.

Pierwsze wzmianki odnoszące się do pochodzenia nazwy dzisiejszego Złotowa dotyczą miasta Wielatów, które wywodzi się od nazwy pomorskiego plemienia Wieletów, założycieli średniowiecznego grodu. Od nazwy tej pochodzi również niemiecka nazwa miasta - Flatow.

W kronice Janka z Czarnkowa w Testamencie Kazimierza Wielkiego z 1370 roku wymienia się nazwę Wlotow (Wielatów), zaś w akcie darowizny Ludwika Węgierskiego z 1387 r. Slotow. Kolejne nazwy znane to z 1491 r. Slothowo, z 1547 r. Zlotow. Z pieczęci herbowej z XVII w. pochodzi nazwa Slotov, powtórzona na dokumentach z 1782 r., z 1795 r. i z 1803 r.

Miasto otrzymało prawa miejskie w XIV w., choć brak dokumentu lokacyjnego grodu, jaki był jego herb pierwotny nie wiadomo, gdyż pieczęć z tych czasów jest nieznana. Wprawdzie pieczęć z 1466 r. o średnicy 30 mm jest wyciśnięta na dokumencie z 1446 r., ale jest to tylko ślad zupełnie nieczytelny. Najstarsza zachowana pieczęć pochodzi z XVII w. Na niej jest jeleń w lesie, a w otoku napis: SIGILLUM OPPIDI SLOTOVE. Średnica tłoku to 37 mm. Odcisk tej pieczęci znajduje się również na dokumencie z 1735 r. znajdującym się w Archiwum Poznańskim. Dokument z 27.05.1722 r. dotyczący fundacji kaplicy św. Rocha, odnaleziony w 1988 r. na plebanii w Złotowie, posiada dobrze zachowaną pieczęć z czerwonego wosku o średnicy 36 mm z napisem: SIGILLUM OPPIDI ZLOTOVIENSIS. Z drugiej połowy XVIII wieku pochodzą dwie pieczęcie burmistrzowskie, większa i mniejsza. Obie przedstawiają jelenia biegnącego z jednego lasu do drugiego. Napis jest jednakowy: SIGILLUM PROCONSUL CIVIT SLOTOVIENSIS. Większa - 33 mm, znajduje się na dokumentach z 1782 r. i 1795 r., a druga - mniejsza na dokumencie z 1803 r. w Archiwum w Poznaniu. Jeszcze przed 1806 r. musiała powstać inna pieczęć zmieniająca herb o tyle, że wyobraża jelenia pomiędzy drzewami, a nad jeleniem orła pruskiego z rozpostartymi skrzydłami: Herb miasta przedstawia srebrnego na zielonej ziemi między dwoma drzewami liściastymi kroczącego jelenia, nad nim unoszącego się czarnego orła odwracającego głowę wstecz. Pieczęci tej używano w XIX wieku.

 

Liczne miasta w Polsce mają w herbie jelenia (Piła, Wysoka, Łomża). Zwykle z XVIII w. pochodzą legendy, które wyjaśniają pochodzenie herbu. Legenda o złotowskim jeleniu znana jest w kilku wersjach. 

 

O powstaniu Złotowa (Na motywach podania B. Salkowskiego)

Ziemie, które zamieszkiwali Wieleci, borami pokryte były i licznymi wodami. Zwierza w nim było wiele, więc głodu nie zaznawali mieszkańcy tych ziem. Spokojni byli, niewielkie poletka ziemi uprawiali, w których reż, bób, groch rosły pięknie, zbierane jesienną porą. Pólkami białki zajmowały się, bo mężczyzn obowiązkiem dostarczyć było zwierzyny i ryb, by w izbach dostatek panował.

Dzieci, jak to dzieci – latem w bór chodziły jagód nazbierać i borówek, żurawin i innych jagód leśnych, a i bedły rosły w borach wieleckich dorodne, to i kobiałki pełne przynosiły. Dziewczęta zbierały na polanach słonecznych zioła rozmaite, które suszono w izbach, by służyły w czas choroby.

W borach niejeden raz na drodze zbieraczy stawały zwierzęta leśne, wśród nich jeleń niezwykły z porożem tak ogromnym, że dziw brał. On to czasem na drodze dzieciarni wieleckiej stawał i poglądał, jakby chciał rzec:

– Jam tu władyką, nie bójcie się, borów tych strzegę i was w opiece swej mam!

Szanowały też zwierzęta swego króla i spotykały się z nim na polanie leżącej niedaleko jeziora, najczęściej w czas kwitnienia zawilca, którego pełne były tutejsze lasy.

Na jednym z jezior wieleckich, zwanym Jeziorem Grodowym zamieszkali jednak na wyspie przybyli skądś zbójcy, którzy drewniane dworzyszcze pobudowali. Niedostępne ono było, bo pomost spuszczano tylko, gdy zarządził tak herszt gromady tej. Dziwili się spokojni mieszkańcy wielatowskich dziedzin, czemu ukrywają dojścia do swych pobudowań dziwni ci przybysze, wnet jednak okazało się, że niecne ich były zamiary. Oto na trakt, który wiódł niedaleko stąd do Bałta, a w drugą stronę do Srogiej Polski, zasadzali się oni i napadali na kupców tym traktem wędrujących. Rabowali i zabijali, zrabowane dobra na wyspę swą do drewnianego dworzyszcza zwozili.

Strach padł na spokojnych Wieletów, strach tym większy, że i w borach źle dziać się poczęło. Oto nienasyceni zbójcy ci zaczęli wybijać zwierzynę leśną, czy trzeba było zabijać, czy nie! Ginęły sarny smukłe i daniele, ginęły szaraczki płoche i bobry zamieszkujące miejscowe wody, ginęły nawet chytre i przewidujące lisy...

Nie wychodziły już dziatki w bór na jagody i bedły, na żurawiny i borówki. Strach padł na Białki, którym trudno przychodziło prać i bielić płótna w niedalekich wodach. Nawet i mężowie z obawą wychodzili na łów, bo zdarzało się, iż zbóje odbierali im całą upolowaną zwierzynę, a grozili, iż zabić mogą, gdyby im się kto sprzeciwił.

Najgorsze jednak stało się wtedy, gdy przechodzący tutejszymi traktami pątnicy pobożni, do Góry Polanowskiej świętej idący albo na Rowokół, gdzie świątyńka stała z obrazem cudami słynącym, albo do Oliwy nadmorskiej, zostali napadnięci i zabici.

Strach padł więc na krainę naszą taki, że zwierzęta zwołały spotkanie wielkie na polanie i prosiły króla swego – Jelenia – by radził, co robić!

Długo dumał potężny zwierz, bo sprawa łatwa nie było. Prosił, by poczekały zwierzęta do dnia następnego, bo rady trzeba było takiej, by ratować i ludzi, i zwierzęta, i ziemie te z ich spokojem...

I stało się, iż dnia następnego, gdy jeleń pojawił się na polanie, iż zjawili się tam rycerze na koniach, rycerze, którzy znak krzyża z sobą wieźli! Zdumieli się wielce, gdy na drodze ich stanął jeleń ogromny, strachu nie okazujący, który znak im dał, by ruszyli za nim. Tako też i uczynili. Nad jezioro przywiódł ich król naszej puszczy, gdzie ujrzeli wyspę z zamczyskiem drewnianym. Zbójcy czekali tam, pewni swego będąc, bo i jakże mieli rycerze na koniach wpław do nich się dostać? Zanim by dopłynęli, wszyscy zostaliby powybijani z łuków nagotowanych już do walki!...

Spojrzeli więc na króla Jelenia, który rykiem swym zwołał bobry wszystkie z okolic, a te ciąć zaczęły drzewa nad wodą rosnące i budować z nich przejście wspaniałe na wyspę.

Śmiało stali jednak zbóje wokół herszta swego, bo łuki gotowe do walki każdy z nich miał! Ryknął znów król Jeleń i wnet na znak ten tysiące myszy rzuciło się przez pomost drzewny ku zbójom stojącym na wyspie. Jakoż walczyć z takim wrogiem? Jak mierzyć z łuku do drobiazgu tego? Jako trafić w zwierzątka, które błyskawicą wpadły na wyspę? Cóż zresztą zrobią one ludziom? Zrobiły!!! Oto na znak króla jelenia rzuciły się ku cięciwom łuków zbójeckich i zanim którykolwiek z nich zrobić co zdołał, przegryzione zostały wszystkie!

Wtedy dopiero ruszyli na wyspę rycerze z krzyżem! Wybici zostali zbóje co do nogi, bo bronić się nie mieli jak! Rycerze przejrzeli cały zameczek i wywieźli wszystkie skarby w nim schowane, a zrabowane przez zbójów kupcom i pątnikom. A było tego wiele, pereł i diamentów, rubinów i szmaragdów, szat kosztownych i broni doskonałej, najwięcej jednak złota. Skarby te wszystkie posłużyły do budowy grodu, który w szybkim czasie powstał z drugiej strony jeziora, jako że miejscowi z wdzięczności za wyzwolenie od zbójów chętnie do pracy się włączyli. Drewniany zameczek zbójecki rozebrany został, a w jego miejsce postawiono nowy – murowany i potężny, by bronił powstałego grodu przed najeźdźcą. Gród zaś od skarbów tych, szczególnie od znalezionego złota – Złotowem nazwano.

Król Jeleń wrócił do swych leśnych ostępów, wiedząc, że nie będzie nikt odtąd zabijał dla chęci zabijania zwierzyny leśnej. Przez długie lata widywano go – szczególnie w czas kwitnienia zawilca - na leśnej polanie niedaleko jeziora, które zwać poczęto od grodu niedalekiego Jeziorem Grodowym. A mieszkańcy grodu, wdzięczni za ratunek umieścili wizerunek jelenia tego w herbie miejskim. Stoi tam król Jeleń do dzisiaj między drzewami zielonymi jako te, które rosną wokół grodu naszego, a których najwięcej w Zwierzyńcu naszym szumi o dziejach dawnych, których zapomnieć nie można, bo są przecież naszą historią...

 

Kalendarz Złotowski 2017

 

 

Ostatnia modyfikacja treści: 2018-01-04 12:40:43
Generuję dokument pdf. Proszę nie opuszczać strony.
Wygeneruj PDF
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner
baner